czwartek, 8 marca 2012

Stłuczka

Jestem całkiem znośnym kierowcą kiedy nie myślę właśnie o niebieskich migdałach i nie wyłączam mózgu prowadząc mechanicznie. Nie uniknąłem jednak dzisiejszej stłuczki. Ot normalnie zwalniałem przed przejściem jadąc za kimś i nagle usłyszałem małe bum z tyłu. Chłopak zagapił się i wjechał w jadącą przed nim dziewczynę a ta z kolei uderzyła w moje autko i odbiła się jak piłka żeby zatrzymać się na przednim zderzaku Passata. W sumie nic. A jednak jak bardzo pouczające. Nie tylko z powodu lekcji poglądowej fizyki (coś tam o akcji i reakcji), ale raczej ludzkich zachowań. 
W takich zdarzeniach z reguły bierze udział kilka grup aktorów. Po pierwsze główni bohaterowie - poszkodowani i winowajcy, po drugie - znajomi i krewni Królika, którzy pojawiają się od razu na scenie wnosząc koloryt do tak prozaicznego zdarzenia, po trzecie władza - uosobienie spokoju i rozwagi oraz bezdusznych przepisów i biurokracji, po czwarte wszechwiedzący i wszechobecni pomocnicy - role niby drugo  a nawet trzecioplanowe, ale jakże ważne. No i po piąte, oczywiście żaden spektakl nie obejdzie się bez widowni. 
Zaczynając od pierwszych: dwoje studentów (za moich czasów studenci jeździli znacznie gorszymi samochodami lub autobusami, a pod koniec miesiąca jeśli przechlali kasę na miesięczny  - na piechotę) i ja oczywiście, z nieco zblazowaną miną jako, że to nie pierwszy raz i w sumie rutyna. 
Niestety wypadamy z roli. Nie ma zwykłych wrzasków i przekleństw, ot stało się więc dojdźmy do porozumienia i jedźmy dalej. Tu jednak, żeby ożywić akcję  wkraczają krewni i znajomi, krzycząc coś o wzywaniu policji bo "tata pracuje w komendzie" a "koleżankę trzeba odwieźć do szpitala". Po widowni przeszedł lekki dreszcz zadowolenia - a jednak krew! Po chwili aktorka drugoplanowa przejmuje rolę wiodącą w sztuce - dzięki czemu staje się ona bardziej ciekawa "Co oni tak długo jadą? Zadzwonię do taty to ich popędzi!" 
Widząc miotającą się znajomą dwojga pozostałych bohaterów pozostało mi wycofać się w cień zdarzeń, lecz tu znów pomocnicy wkraczają do akcji "Panie! A co się stało? Bo ja WSZYTKO widziałem! Mogę świadczyć!" Ta nielogiczna dość wypowiedź spowodowała, że wyciągnąłem spokojnie papierosa z paczki i otoczyłem się zasłoną dymną zachowując pełne godności milczenie. Co nie zrażało pomocników. 
Po 30 minutach gapie zniknęli już wcześniej nie widząc tłuczonego szkła,  ani krwi na jezdni, chociaż sułyszałem gdzieś za plecami tekst "Bo pani wie, o tam to potrącili taką staruszkę!". Przyznaję że poczułem się prawie winny, że tak nie było. Z radością potrąciłbym mówiącą. Dwukrotnie. 
Obok trzech samochodów stojących BARDZO NIEPRZEPISOWO przejechało 7 radiowozów (liczyłem) i żaden nie zainteresował się właściwie czemu to tak sobie kierowcy stoją i palą fajki lub siedzą na masce wyglądając nieszczególnie szczęśliwie. Władza zaznaczała więc swoją obecność, nie mając zamiaru interweniować bez potrzeby. Ostatecznie przecież od tego jest Ruch Drogowy. Jednak fajnie byłoby żeby któryś z pretorian szanownych zapytał stojących i wyglądających podejrzanie  - Co jest ? A może coś pomóc? Nie.To raczej nie należy do obowiązków. Za to do dobrych manier. 
Jednak zwracam honor mundurowym - za chwilę zatrzymał się obok pojazd świecący niebieskim kogucikiem. Płonne nadzieje umarły we mnie natychmiast - to jedynie Straż Miejska. Bynajmniej nie z propozycją pomocy. Raczej węsząc zarobek - bo w istocie staliśmy bardzo nieprzepisowo. Prawie widziałem w oczach pana strażnika blokady zaciskające się na kołach naszych samochodów. Niestety, pamiętny na boje toczone z SM wcześniej, burknąłem uprzejmie, że zdarzenie drogowe i czekamy na patrol i nie ruszymy się z miejsca i tyle. Pojechali wyraźnie zawiedzeni. 
Po kilkudziesięciu minutach w końcu zjawił się patrol. I tak szybko jak na Lublin - czyżby jednak tatuś znajomej miał takie chody? I z fachowością przeprowadził oględziny - no przecież nic się nie stało. W sumie jednak byłem zaskoczony. Policjanci byli mili, ba! pełni dobrej woli i nawet z pewną dozą poczucia humoru. Po 30 minutach można było się rozjechać. Gapie zniknęli już wcześniej nie widząc tłuczonego szkła, za to przyszedł młodzieniec, który zażądał interwencji w sprawie mandatu od Straży Miejskiej. I tyle. Bo jak nie to on zadzwoni. 
W jeden dzień tak sobie poobeserwować  - warto było. Szczególnie że zderzak i tak był do lakierowania.