czwartek, 15 marca 2012

Why I am leaving Goldman Sachs ?

Przyznaję, że nie miałem okazji pracować dla tej instytucji. Bo rzeczywiście jeśli ktokolwiek pracował w bankowości dłużej niż rok czy dwa stykał się z jej nazwą w ten czy inny sposób. Nawet w przypadku zwykłego przeglądania wiadomości.
A tu proszę jeden z jej pracowników i to bynajmniej nie najniższego szczebla - zdradza sekrety firmy.
Na odchodnym opublikował sobie list w New York Times w którym opowiada dość otwarcie jak to wygląda od środka. Jestem pełen oburzenia:
- nazywanie klientów "muppetami"
- "wyciskanie" z "muppetów" kasy
- wciskanie klientom produktów, które są im niepotrzebne lub nawet sprawiają że na nich tracą
- pogoń za kasą za wszelką cenę - kosztem zwykłych humanitarnych odruchów
Ot codzienność jednej z największych instytucji finansowych świata. Nie łudźmy się. Innych, mniejszych też.
Szczęście że ja pracuję dla małego banku! I jako bankowiec powinienem być zszokowany i w świętym oburzeniu miotać gromy na tego typu bandyckie zachowania. Ale jakoś nie mogę.
Odkąd Lehman Brothers ogłosił upadłość, a właśnie Goldman Sachs i kilka innych banków otrzymało dokapitalizowanie po to żeby ratować ich tyłki, sądziłem, że wyżyny finansjery trochę inaczej spojrzą na stworzone przez nie same potwory. Czy to przypadkiem nie straszliwy pęd do "wyciskania" kasy z czego popadnie w 2006 spowodował, że Goldman Sachs zaczął na giełdzie operacje bardzo ryzykowne, po to żeby zarobić maksymalnie bez względu na wszystko? Coś mi się tak jakoś po głowie obija. A po wielkim krachu wszyscy Ci prezesowie i bożkowie ekonomii, kiwali głowami udając zbałamuconych przez Greenspana i sypiąc sobie na głowę popiół, nawzajem biczowali swe ubrane w garniturki od Armaniego plecy. No i mija kolejne sześć lat i nic się nie zmienia. Gdzieś czytałem ostatnio taki cytat, że władza deprawuje a władza absolutna deprawuje absolutnie. A kasa to władza.
Nie sądziłem, że będę kiedyś wzdychał do czasów kiedy Templariusze prowadzili swoje kantory w całej Europie. I do cholery, może nie znali jeszcze instrumentów pochodnych, ani  bankowości internetowej, ale za to rycerz Miećko Ćwok z Głuchowa mógł zdeponować kasę u nich w Legnicy a odebrać na podstawie pisma w Akce, po to, żeby mieć za co chlać w tutejszym szynku, chwaląc się ilu to saracenów udało mu się zaciukać w ostatniej potyczce. Przynajmniej było uczciwie.
A może tak  wrócić do tych czasów? I jak taki prezes działa na szkodę klientów i swojego własnego banku, to zastosować nieco ostrzejsze podejście do karania delikwenta, niż delikatne napomnienie przez sąd z uśmiechem i mrugnięciem oka oraz zaproszeniem na wieczór na golfa?
Nie, żebym był za obcinaniem nosów i rąk, ale przypomina mi się taki wymyślny rodzaj śmierci, kiedy zaszywało się delikwenta w worek razem z kogutem i psem i wrzucano do Tybru... hmm.. nie pamiętam to była kara za ojcobójstwo czy za sprzeniewierzenie pieniędzy wdów i sierot :)
A jak ktoś chce sobie poczytać list pana Smitha w całości, to proszę bardzo - po hiszpańsku! :) :

http://www.nytimes.com/2012/03/14/opinion/why-i-am-leaving-goldman-sachs.html?pagewanted=1&_r=1&sq=why%20i%20left%20goldman%20sachs&st=cse&scp=3